Michał Bakiewicz

Takie straszne dramaty ludzie kwitują czasem frazesem o wybrańcach losu, którzy giną młodo. Ale nam opisywanie w ten sposób śmierci Arka Gołasia wydaje się niestosowne. Zgadzamy się z tym, co z żalem powiedział Michał Bąkiewicz: - To okropnie niesprawiedliwe.

Ryszard Bosek (55 l.)

był trenerem, przyjacielem, menedżerem Arka. Jeszcze w czwartek wieczorem rozmawiali. - Jechał na treningi w nowym, włoskim klubie - opowiada. - Przyjechał do mnie. Pożegnaliśmy się. Nie wiedziałem, że będzie to nasze ostatnie pożegnanie. Zresztą, kto wtedy przypuszczał. Nikt nie przewidzi takiego wypadku. - To młody, wspaniały chłopak - opowiada. - Znakomity siatkarz i bardzo dobry człowiek. Otwarty na ludzi. Nie znał co to złość, zawiść. Tak bardzo jest mi żal, tak smutno po śmierci Arka! Był młody, przystojny, zdolny, dopiero co po ślubie, wielka kariera była przed Nim! Był diamentem naszej reprezentacji! Zdecydowanie za młodo odszedł... Płaczę od wczoraj niemal bez przerwy, nie umiem się pogodzić z Jego śmiercią, tak bardzo mi smutno, tak bardzo to boli... Wciąż w to nie wierzę, pewnie nie chcę wierzyć... Jednak myślę sobie: Arek chyba jest teraz szczęśliwy! Spójrzcie jakie to jest niesamowite! Chłopak miał 24 lata a już potrafił zaskarbić sobie miłość i oddanie kibiców! Zmarł a wszyscy kibice polskiej siatkówki i myślę, ze część włoskich kibiców również, wszyscy bez wyjątków, starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni płaczą za Nim i żegnają go jak kogoś bliskiego, jak członka rodziny! Wszyscy Go kochamy i ubolewamy z powodu Jego śmierci... Chyba powinien być dumny z siebie i zadowolony! Najszczersze kondolencje dla kolegów z drużyny Arka i dla jego Rodziny, a Agnieszcze życzę siły i odwagi, żeby to przeżyć, wyobrażam sobie jak jej jest ciężko! Informacja o śmierci Arka dotarła do Krzysztofa Ignaczaka, gdy wraz z ekipą Skry Bełchatów jechał na turniej do Rzeszowa.

Krzysztof Ignaczak nie krył łez

Łzy same poleciały mu po twarzy. Nie mógł nawet rozmawiać przez telefon. - Z tą informacją zadzwonił do mnie Paweł Zagumny - opowiada płacząc Ignaczak. - Nie wierzyłem. Nie chciałem wierzyć. Popularny "Igła" zawiesza głos. Przeprasza, bo słowa nie mogą mu przejść przez gardło. - Znaliśmy się jakieś siedem lat - wspomina po chwili. - Od kiedy Arek przyszedł do Częstochowy. Jakoś tak trzymaliśmy się razem w klubie i w reprezentacji. Zawsze spaliśmy w jednym pokoju na zgrupowaniach. To wspaniały przyjaciel. Przepraszam... ale nie mogę nawet mówić.

Dawid Murek: - To niesprawiedliwe!

Dawid Murek (28 l.) siatkarz Modeny, odebrał informację o śmierci kolegi z reprezentacji we Włoszech. - Zadzwonił do mnie dyrektor sportowy mojego klubu i powiedział, że Arek nie żyje - opowiada. - Andrea Gardini nie znał więcej szczegółów. Teraz siedzę w domu przed telewizorem i oglądam polskie programy. Ciągle mówią o Arku i tym wypadku. Media włoskie nie wiem, co o tym mówią. Trudno jest to przyjąć. Znaliśmy się, graliśmy razem. To niesprawiedliwe, że odchodzi taki młody człowiek. Przyszłość była przed nim.

Prezes PZPS Mirosław Przedpełski:

- Pół godziny temu skończyliśmy podsumowanie siatkarskiego sezonu. Raul Lozano jest obok mnie. Wiadomość o śmierci Arka wstrząsnęła nami. Trener nie może wydusić z siebie słowa... Dla mnie to też straszny szok. Wielka tragedia i ogromna strata dla polskiej siatkówki.

Ireneusz Mazur (trener, który był wychowawcą Arka)

: - Dowiedziałem się przed chwilą. Jadę samochodem i przyznam, że musiałem się zatrzymać. Tąpnęło mną... To niemożliwe. Nie on! Przed nim było wszystko co najlepsze.

Michał Bąkiewicz:


- Nie potrafię powiedzieć niczego sensownego. To okropnie niesprawiedliwe, że właśnie Arek... Nie, nie mogę mówić, przepraszam... Arek miał to do siebie, że nie można było powiedzieć o nim złego słowa. Zawsze miły, sympatyczny, uśmiechnięty. Bardzo go kochaliśmy, choć nie do końca zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Teraz, gdy nie ma go już z nami dochodzimy do wniosku, że miłość kibica jest ogromna. Kochaliśmy go za to, że był jednym z Biało-Czerwonych. Kochaliśmy zarówno za te stratosferyczne ataki, jak i za zepsute serwy, które teraz zdają się być tak banalne. Arek! Możesz być pewny jednego-my kibice nadal Cię kochamy, i NIGDY o Tobie nie zapomnimy. "Przyszedł do nas przed kilku laty wesoły i sympatyczny chłopak - powiedział były reprezentant Polski i kolega Arkadiusza Gołasia z AZS-u Częstochowa Andrzej Szewiński. - Od razu zobaczyłem w nim wielki siatkarski diament, który wymagał tylko oszlifowania. Szybko się uczył i pokonywał kolejne szczeble sportowej kariery. Byliśmy dumni gdy trafił do dobrego klubu w najlepszej lidze świata, włoskiej Serie A. Mamy teraz rozdarte serca. Cała Częstochowa płacze." Ta wiadomość zastała mnie w Rzeszowie na obchodach stulecia Resovii - powiedział w "Przeglądzie Sportowym" pierwszy trener Arka w AZS Częstochowa Stanisław Gościniak. - Nogi się pode mną ugięły, gdy o tym usłyszałem. Pamiętam jak Arek rozpoczynał swoją przygodę w naszym klubie. W ciągu kilku miesięcy przebił się do pierwszego składu. Po czterech latach gry przeniósł się do Włoch. Miał wszelkie predyspozycje do tego by być wybitnym zawodnikiem. - dodał Gościniak

W 2005 roku z jeszcze jednego powodu oglądaliśmy pana smutnego, nawet płaczącego...

Ciężko o tym mówić, znów mi łzy do oczu napływają... Zawsze tak jest, gdy wspominamy Arka Gołasia. Był moim najlepszym przyjacielem, wspieraliśmy się w trudnych chwilach, cieszyliśmy razem z sukcesów... ta śmierć została w mojej psychice, nadal ciężko mi się pozbierać. Przypominają mi go nawet hale, gdzie wspólnie się męczyliśmy. On będzie zawsze w moim sercu. Dopiero po jego śmierci zrozumiałem, jak wiele zrobił dla siatkówki, jak ją spopularyzował. Był nioceniony i niezastąpiony. Nigdy nie będę tak dobry jak Arek, ale chciałbym dążyć do jego ideału. Dlatego zmienił pan klubowy numer na "16"? Od początku kariery grałem z siódemką, a w kadrze z ósemką, bo aki numer dostałem kiedyś po kontuzji Rafała Musielaka. Historia zatoczyła koło, bo numer osiem miała koszulka Bogusława Mięculewicza, ktąrą dostałem od tego byłego reprezentanta Polski jeszcze jako junior. Ale teraz poprosiłem o szesnastkę, by wszyscy wiedzieli, że pamiętam o Arku. By wszyscy pamiętali... gdybym wrócił do reprezentacji, to będę przekonywał wszystkich, by zastrzec tan numer na zawsze. Będę szczęśliwy, jeśli pomysł ten zyska aprobatę. A jeśli nie, to sam poproszę o ten numer. Jeśłi oczywiście dostanę w 2006 roku tę wymarzoną reprezenntacyjną szansę... ęłęóSebastian Świderski - "Miałem okazję poznać Arka lepiej, bo po kontuzji Pawła Zagumnego mieszkałem w nim w jednym pokoju. To był wspaniały człowiek. I świetny siatkarz. Jestem wstrząśnięty, tym bardziej, że przed dwoma dniami byłem na obiedzie z trenerem Maceraty, zajmującym się treningiem siłowym. Rozmawialiśmy o Arku. Śmialiśmy się, że czas najwyższy zrobić z niego atletę, bo to taka chudzina. Wczoraj rozmawiałem o Arku z rozgrywającym Maceraty Giacomo Sintinim. W Lube Banca wiązali z Gołasiem duże nadzieje, liczyli na niego. Nie mogę uwierzyć, że go już z nami nie ma, że nie stanie więcej pod siatką..." Krzysztof Ignaczak - "Z tą informacją zadzwonił do mnie Paweł Zagumny. - opowiada płacząc Ignaczak. - Nie wierzyłem. Nie chciałem wierzyć. - Znaliśmy się jakieś siedem lat. Od kiedy Arek przyszedł do Częstochowy. Jakoś tak trzymaliśmy się razem w klubie i w reprezentacji. Zawsze spaliśmy w jednym pokoju na zgrupowaniach. To wspaniały przyjaciel. Przepraszam... ale nie mogę nawet mówić." Dawid Murek - "Trudno jest to przyjąć. Znaliśmy się, graliśmy razem. To niesprawiedliwe, że odchodzi taki młody człowiek. Przyszłość była przed nim." Prezes PZPS, Mirosław Przedpełski - "Pół godziny temu skończyliśmy podsumowanie siatkarskiego sezonu. Raul Lozano jest obok mnie. Wiadomość o śmierci Arka wstrząsnęła nami. Trener nie może wydusić z siebie słowa... Dla mnie to też straszny szok. Wielka tragedia i ogromna strata dla polskiej siatkówki." Piotr Gruszka - "Trzy dni temu spotkaliśmy się na wspólnej imprezie. W piątek o 12:00 zadzwoniłem do Niego, by zapytać jak minęła podróź. Nie odbierał. Nie wiedziałem jeszcze, co się stało. Arek to był wspaniały facet. Miał niesamowite poczucie humoru. Był dobrym duchem drużyny." Ryszard Bosek - "Rozmawialiśmy w czwartek wieczorem tuż przed wyjazdem Arka do Włoch. Przyjechał do mnie z żoną pożegnać się. Prosiłem ich by jechali ostrożnie, a gdy poczują się zmęczeni, żeby stanęli na nocleg. Obiecali mi, że tak zrobią. Pojechali nowiutkim, wygodnym i bezpiecznym samochodem. Arek niedawno odebrał go z salonu. Bardzo się cieszył z tego wyjazdu. Macerata to jeden z najlepszych włoskich klubów. Jechał na pierwsze zgrupowanie. Wszystko układało się tak wspaniale. Zabierał ze sobą żonę, którą dopiero co poślubił..." "Szefowie Maceraty już dawno zwrócili uwagę na Arkadiusza Gołasia - mówił menadżer tego zawodnika Ryszard Bosek. - Miał on jeszcze kontrakt na dwa lata z Edilbasso&Partners Padwa, ale oba kluby dogadały się w sprawie przejściaTalent miał ogromny i już wtedy dużo potrafił - powiedział wstrząśnięty Ryszard Bosek. - Powołałem go również ze względu na charakter - nie był konfliktowy. Od nowego sezonu miał grać w znanym klubie. Cieszył się z tego kontraktu. Wszystko było przed nim."



Arek Gołaś....................hmm................... byl kims mysle wspanialym, mlodym zawodnikiem z wielkimi predyspozycjami dla sportu ktory uprawial, podbijal wiele serc mlodych nastolatek i mysle ze swoja osoba nie tylko zwracal uwage dziewczyn ale chłopaków, ludzi starszych i tych ktorzy interesuja sie siatkowka. Byl zauwazalny na parkiecie, na ktorym gral, wyroznial sie dobra gra, mozliwosciami, zgraniem, wiadomo nikt nie jest idealny ale mysle ze bardzo sie staral kiedy gral, bo chcial nie tylko indywidualnie cos osiagnac ale osiagnac sukces razem z druzyna!nie znalam Arka tak dobrze ale na pierwszy rzut oka wydawal sie sympatyczny, mily, przystojny, oczywiscie wysoki i wysportowany ale niestety tak sie stalo ze musimy tylko o nim mowic w czasie przeszlym, byl napewno godnym zainteresowania!mozemy sie tylko zastanawiac dlaczego Bog zabiera takie osoby, ale w koncu Bog tez obok siebie musi miec dobrych ludzi!w gruncie rzeczy Arek odszedl tylko cialem i mysle ze dusza jest ciagle z nami i kolegami z druzyny wspiera teraz ich i zwraca uwage na bledy ktore popelniaja i ktore pewnie on sam wczesniej popelnial

Ola